W dniach 9-11 marca w parafii św. Józefa w Toruniu odbyły się rekolekcje dla członków Domowego Kościoła – małżeńsko-rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie. Głosił je ks. Marek Borowski, pallotyn, proboszcz parafii św. Jana Ewangelisty w Szczecinie, nasz poprzedni moderator diecezjalny. Szacujemy, że łącznie w rekolekcjach wzięło udział około 100 osób, z czego znaczna część była obecna na wszystkich spotkaniach.

W programie rekolekcji znalazły się: cztery konferencje ks. Marka, codzienna Eucharystia, liturgia godzin, spotkania w grupach, modlitwa osobista przed Najświętszym Sakramentem oraz Droga Krzyżowa na Barbarkę, dokąd uczestnicy podążyli za relikwiami bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. 

Koniecznie trzeba podkreślić wielkie oddanie, z jakim członkowie miejscowych kręgów Domowego Kościoła, kierowani przez parę rejonową, Ewę i Sylwestra Winiarskich, zadbali o organizację rekolekcji. Trzeba było odpowiednio przygotować salę, zatroszczyć się o godny przebieg liturgii, zapewnić powrót autobusami z Barbarki, a wczesnym sobotnim rankiem… obrać ziemniaki na obiad.

Zamiast szczegółowej relacji z rekolekcji, proponuję garść myśli z konferencji wygłoszonych przez ks. Marka: 

  • Najważniejsze jest to, abyśmy byli święci. Czy to – a nie zdrowie, dostatek, uznanie – jest nasze największe pragnienie? Czy tego życzymy – sobie samym i innym? Przypatrzmy się chociażby treści naszych życzeń urodzinowych, imieninowych, świątecznych… Być chrześcijaninem to być świętym!
     
  • Kochać Boga ponad wszystko. Stąd czerpać siłę do całkowitej i bezwarunkowej miłości do drugiego człowieka – zwłaszcza do żony, męża, dzieci.
     
  • Do takiej miłości uzdalnia nie co innego, tylko osobista relacja z Bogiem. Nie dziesiątki rekolekcji, nie zakasanie rękawów i deklaracje: „A teraz Panie Boże, wezmę się do roboty i zobaczysz, jaki jestem święty”…
     
  • Kiedy już zrozumiemy, że udział w rekolekcjach sam w sobie nie jest w stanie nas uświęcić, to pamiętajmy: nigdy dość rekolekcji, nigdy dość karmienia naszego serca Bożym słowem.
     
  • Na mojej osobistej drodze do zbawienia Bóg dał mi dar w postaci Domowego Kościoła – konkretną drogę, na której mogę dążyć do świętości i to nie sam, w pojedynkę, lecz z żoną, mężem. Kiedyś jednak Bóg zapyta mnie: „I co z tym zrobiłeś?”.
     
  • Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, jaki jest Bóg ze swoją szaloną miłością do wiarołomnego człowieka. On nic nie mówi, tylko przytula i przywraca do dziedzictwa. Nie czeka na zasługi, odkupienie win. Czeka tylko, byśmy stanęli wobec Niego w prawdzie, uznając swoją słabość.
     
  • Demon ciągle żeruje na tym samym: na zwątpieniu człowieka, który zaczyna myśleć, czy Bóg aby nie ogranicza jego wolności.
     
  • Bóg nie jest od tego, by spełniać nasze zachcianki. Trzeba się jasno określić, kto ma prawo pisać historię mego życia: On czy ja? Jeśli On, to nawet krzyże przyjmę z zaufaniem, że tak jest najlepiej. 
     
  • Bóg mówi: „Zostaw swoje wszystkie punkty oparcia, nie żyj według swoich wizji, ale według moich, bo Ja – w przeciwieństwie do ciebie – widzę całe Twoje życie, a nie tylko jego wycinek. I to Ja wiem, co jest dla ciebie najlepsze w perspektywie całego twego życia. A w perspektywie całego twego życia krzyże, z powodu których cierpisz – są łaską. Przybliżają cię do zbawienia”.
     
  • My się lękamy najlżejszego cierpienia, tymczasem Chrystus wchodzi w rzeczywistość męki i śmierci; idzie jak baranek na rzeź, bierze na siebie krzyż, mój, twój, nasz grzech i za nas umiera. Oto nasz wzór, oto nasz Mistrz. Takiego mamy naśladować. Dla chrześcijanina nie ma innej drogi ku zmartwychwstaniu jak tylko droga przez Golgotę.
     
  • Mam umierać za mojego męża, żonę, to znaczy mam żyć dla niego, dla niej. Mam ofiarowywać miłość, nie pytając, co w zamian, ile mi się za to należy. Mam kochać bezwarunkowo, a nie w myśl zasady „coś za coś”.
     
  • Dogłębne przyjęcie Bożego miłosierdzia sprawia, że i ja przebaczam drugiemu człowiekowi; odtąd nie ma dla mnie osób, których nie lubię, z którymi nie chcę współpracować w dobrym. 
     
  • Na Bożą miłość nie muszę „zasłużyć”, czy „zapracować”. Bóg kocha mnie za darmo.

Na zakończenie rekolekcji odbyła się godzina świadectw – spotkanie, w trakcie którego uczestnicy rekolekcji podzielili się tym, co przeżyli w ich trakcie. Poniżej prezentujemy jedną z wypowiedzi.

Już pół roku minęło od naszego ślubu, a 5 miesięcy od momentu, gdy wstąpiliśmy do Domowego Kościoła. Na razie jesteśmy małżeństwem bezdzietnym, więc uczęszczanie na spotkania kręgu nie były dla nas organizacyjnym ciężarem. Któregoś dnia Lena i Janusz Kilanowscy, nasi animatorzy, zadzwonili do nas z zaproszeniem na rekolekcje wielkopostne dla rodzin z DK. Postanowiliśmy sprawdzić, jak takie rekolekcje przebiegają. Wskutek niezależnych od nas zdarzeń nie mogliśmy uczestniczyć w całości programu, jednak dziękujemy Panu Bogu, że mimo to udało nam się tak wiele z nich skorzystać. Rekolekcje prowadził ksiądz Marek Borowski. Nie znaliśmy go wcześniej, ale od razu zauważyliśmy, że cieszy się on szacunkiem i sympatią członków DK. Jego nauki rzeczywiście były pokrzepiającym na duchu głoszeniem Dobrej Nowiny o Bogu, który kocha za darmo. Słowa te napełniły nas ufnością do Stwórcy. A kiedy znika strach otwierają się oczy na piękno tego świata, piękno przyrody i piękno ukryte w drugim człowieku.

Takie właśnie piękno dostrzegliśmy w naszych współbraciach z DK. Byliśmy chyba najmłodszymi uczestnikami rekolekcji i można by pomyśleć, że nie pasowaliśmy wiekiem do tej wspólnoty. Nic
bardziej mylnego! Na rekolekcjach doświadczyliśmy, że śpiewane słowa Apelu Jasnogórskiego: „Maryjo jesteśmy młodzi…” są prawdziwe. Nie mieliśmy problemów w kontaktach z ludźmi starszymi od nas o 20, 30 lat, a może i więcej. Śmialiśmy się razem, żartowaliśmy. Dziękujemy Panu Bogu również za to, że dał nam ubogacić się świadectwami członków DK. Dzięki, że jesteście!

Tomasz Strużanowski