Z pielgrzymką Śladami włoskich świętych
Trasa prowadziła z Grudziądza przez Gidle, Cieszyn, Wiedeń, Padwę, Rzym, Mont San Angelo, Loreto, Asyż, Wenecję. Każde miejsce budziło w nas radość z oglądanego piękna i wdzięczność Bogu za przeżywany czas i spotkania. W Padwie wielkie wrażenie Bazylika św. Antoniego. Wnętrze rozświetlone rozetowymi witrażami, wypełnione rzeźbami i malowidłami znakomitych artystów wyjątkowo wpływa na skupienie, modlitwę i kontemplację wiary. Uwagę zwrócił także ołtarz św. Maksymiliana Kolbe przedstawiający jego męczeńską śmierć. W Rzymie nawiedziliśmy wszystkie Bazyliki Patriarchalne, gdzie dzięki modlitwie uzyskaliśmy odpust zupełny. Tu zwiedziliśmy tez Panteon, Schody Hiszpańskie, Kapitol, Koloseum i Forum Romanum. Bogaty architektonicznie Rzym największe i niezapomniane wrażenie robi atmosferą na placu św. Piotra i wnętrzem Bazyliki. W oczekiwaniu do grot watykańskich dominowała w nasz cisza, modlitewna powaga i wielkie skupienie. Przed grobem największego Polaka sługi Bożego Jana Pawła II tylko chwila, ale jakże cenna… nie ma takich słów, którymi można określić uczucia opanowujące człowieka, a tym bardziej Polaka z pokolenia JPII. Serce jakoś dziwnie uderza, cisza…cisną się łzy radości, dziękczynienia…, a jeszcze choćby dotknąć różańcem to miejsce. Wszystkie zmysły kodują tę chwilę – tego się nie zapomina.
Wjazd na Monte Cassino budził z kolei uczucia grozy, lęku ale i odwagi. Wszak w swoich sercach mamy zakodowaną grozę II wojny światowej. Msza św. wśród białych krzyży, przy flagach biało-czerwonej i włoskiej budziła uczucia patriotyczne. Homilię wygłosił ks. Zbigniew nawiązując do słów Ewangelii „…jeżeli ziarno nie obumrze, nie wyda plonów…”, podkreślając, abyśmy wartości wiary zawarte w słowach „Bóg, Honor i Ojczyzna” nieśli młodym pokoleniom. Tu więc przez wstawiennictwo poległych i św. Wojciecha patrona Polski prosiliśmy Ducha św. o dar męstwa dla rządzących naszą Ojczyzną. Przy grobie gen. Wł. Andersa zapaliliśmy znicze ku czci wszystkich poległych. Te same uczucia towarzyszyły pątnikom podczas modlitwy za poległych żołnierzy na polskim cmentarzu w Loreto. Następnie zwiedziliśmy klasztor i Bazylikę na szczycie Monte Cassino. Byliśmy też w sanktuarium św. Michała Archanioła w San Angelo. W San Giowanni Rotondo modliliśmy się przy grobie św. O. Pio Oglądaliśmy pamiątki po Świętym. Odbyliśmy Drogę Krzyżową. Stacja V wzbudziła w nas szczególne zainteresowanie, gdyż przedstawia zawsze pełnego pokory św. o. Pio dźwigającego krzyż Chrystusa. Droga pątnicza zawiodła nas do Laciano, gdzie znajdują się święte relikwie Cudu Eucharystycznego, który miał miejsce w VIII w.
Z kolei wzgórze loretańskie przyciągnęło nas do świętego Domku Nazaretańskiego, który w Loreto jest od 1294 r. Kaplica polska w bazylice NMP Loretańskiej łączy sławę żołnierzy polskich z chlubną historią naszego narodu przez malowidła Arturo Gatti.W czasie Eucharystii w Asyżu ks. Zbigniew nawiązał do słów Chrystusda „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię całemu stworzeniu…”, było to dla nas swoistymi „rekolekcjami w drodze”. Ostatnim etapem pielgrzymki była Wenecja. Zwiedziliśmy najstarszą i najpiękniejszą jej część położoną w Lagunie Weneckiej na 118 wyspach. Sławę jej roztacza bazylika św. Marka. Tu podczas Mszy św. ks. Zbigniew powiedział, że „…pielgrzymka to czas święty, ale i czas wzrastania wiary…”. Tak też przeżyliśmy dni pielgrzymiego trudu, umacniając naszą wiarę. „Przemawiali” do nas swoim życiem nie tylko święci włoscy, ale również artyści pozostawiając owoce swojego talentu. Na zakończenie pielgrzymiego szlaku w Grudziądzu w kościele NSN Maryi Panny podczas Mszy św. dziękowaliśmy Bogu za szczęśliwy powrót, umocnienie duchowe, za nasycenie historią, pięknem włoskiej przyrody i dziełami sztuki. Ks. Zbigniew w ostatniej homilii powiedział: „..początki chrześcijaństwa, które było dane nam podziwiać szczególnie wówczas nabierały piękna, gdy umocnieni Ciałem samego Boga codziennie dziękowaliśmy za ten dar i dziękujemy dzisiaj. Dziękujemy za dar drugiego człowieka. Bóg niech będzie uwielbiony w tych znakach, które dane nam było przeżyć”.
Helena Rykaczewska