Obchody Święta Niepodległości
Nie ma wolności bez przestrzegania ładu moralnego!
Pod pomnikiem Marszałka, a wcześniej na Cmentarzu Komunalnym pod obeliskiem ku czci poległych w latach 1918 1921, przedstawiciele władz miasta i województwa złożyli kwiaty i zapalili znicze. Dopełnieniem ob chodów były koncerty patriotyczne, wieczornice i konferencja poświęcona związkom Józefa Piłsudskiego z Toruniem i Pomorzem.
Eucharystii, sprawowanej w kościele garnizonowym, przewodniczył bp Andrzej Suski. Liczny udział wzięli w niej mieszkańcy Torunia, wśród których wyróżniali się kombatanci oraz harcerze. Blasku uroczystości dodały liczne poczty sztandarowe, orkiestra wojskowa i kompania honorowa garnizonu toruńskiego. W świątyni nie zabrakło przedstawicieli władz wojewódzkich i miejskich oraz parlamentarzystów.
W homilii bp Andrzej zawarł szereg myśli, które stanowiły nie tylko ogólną refleksję nad treścią Święta Niepodległości, lecz również diagnozę dzisiejszej sytuacji, w której znajduje się nasz naród i państwo. – Ta rocznica kieruje pamięć nie tylko ku przeszłości, lecz również ku teraźniejszości i przyszłości – podkreślił pasterz diecezji toruńskiej, snując w tym kontekście rozważania nad tym, czym jest prawdziwa wolność.
– Prawdziwa wolność mierzy się gotowością do służby i do daru z siebie – powiedział. – Tylko tak pojęta wolność jest twórcza, buduje człowieczeństwo, społeczeństwo, więzi międzyludzkie, jednoczy, a nie dzieli. Prawdziwa wolność wymaga ładu moralnego; w sytuacji pustki w dziedzinie wartości, gdy w sferze moralnej panuje chaos i zamęt, wolność łatwo umiera; człowiek z wolnego staje się niewolnikiem instynktów, namiętności i pseudowartości. Prawdziwa wolność jest trudna; trzeba się jej nieustannie uczyć.
Ksiądz Biskup zwrócił też uwagę na to, jak ważne jest kształtowanie życia publicznego w oparciu o zasadę solidarności. W postawie solidarności nie wystarczyło trwać tylko wówczas, gdy Polacy sprzeciwiali się władzy komunistycznej; jeszcze bardziej trzeba ją zachowywać teraz, kiedy nadszedł tak niegdyś upragniony czas pozytywnej pracy dla dobra kraju. To normalne, że towarzyszy temu różnica zdań co do konkretnych rozwiązań, że Polacy mogą mieć odmienne wizje przyszłości kraju. Ważne jednak, aby umieli się różnić w sposób twórczy i szlachetny, czyli uzupełniać się, a nie zwalczać.
Trudno było nie odnieść tych słów do aktualnej sytuacji panującej w naszej Ojczyźnie. Wynik ostatnich wyborów, które otworzyły drogę do parlamentu ludziom otwarcie zwalczającym wiarę, Kościół i ład moralny, został tu skonfrontowany z prawdą, że rzeczywistą wolność narodu i państwa mogą uchronić tylko ci, którzy potrafią ów ład moralny zachować w swym życiu i skutecznie wprowadzić w życie publiczne. Przypomnienie idei solidarności – oby tak było! – dało szansę przeprowadzenia solidnego rachunku sumienia tym parlamentarzystom, którzy potrafią razem uczestniczyć w nabożeństwie, ale w sejmowej codzienności wchodzą w logikę partyjnych interesów i podziałów, nie licząc się z rzeczywistym dobrem Polski. Niezwykle przejmująco zabrzmiały w tym kontekście słowa pieśni: To przykazanie Ja dziś daję wam, byście się miłowali, jak Ja miłuję was. A wtedy wszyscy poznają, żeście moi, gdy miłość wzajemną mieć będziecie. Równie mocny i aktualny wydźwięk miała pieśń „Nie zdejmę krzyża z mojej ściany”, śpiewana w latach osiemdziesiątych jako wyraz protestu wobec bezbożnego komunizmu. Czy ktoś wówczas przypuszczał, że trzydzieści lat później Polacy w wolnych wyborach będą głosowali na ugrupowania otwarcie kwestionujące obecność krzyża w przestrzeni publicznej?
Tomasz Strużanowski