W upale i skwarze na chełmiński odpust
I nareszcie przyjemny cień fary okrył utrudzonych drogą, oczekujących na Mszę św. Teraz można było zjeść kanapkę, wyprostować nogi na kocu. W tym wyjątkowym dniu wolno im było przysiąść nawet tam, gdzie zazwyczaj się klęczy. Kiedy emocje już nieco opadły, a nogi odpoczęły, nadszedł czas na modlitwę, czas, żeby skierować wzrok ku Matce Bożej, czas osobistych próśb i podziękowań za łaski. Czas powierzenia Jej opiece wszelkich spraw. Zawsze wśród pielgrzymów jest wielu rolników, przyszli tuż przed żniwami prosić Chełmińską Matkę o dobre zbiory; przynieśli bukiety ziół i polnych kwiatów. Po uroczystej Mszy św. sprawowanej pod przewodnictwem ks. kan. dr Krzysztofa Lewandowskiego, Rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu, oraz procesji eucharystycznej wokół fary, wszyscy tradycyjnie modliliśmy się na chełmińskiej Bramce. Potem tylko łyk wody ze studzienki i jeszcze krótka modlitwa przy kapliczce, ukrytej w uroczej zieleni plantów. To w tym miejscu rozpoczynają się zawsze poranną Mszą św. niedzielne uroczystości odpustowe ku czci Matki Bożej Bolesnej. Przez najbliższy tydzień wierni często będą tu przychodzić, ponieważ uroczystości odpustowe zakończą się dopiero w piątek.
Już prawie południe, a trzeba jeszcze kupić anyżowe cukierki rodem z odpustu i tradycyjne obwarzanki. Trzeba sprezentować wnuczce wisiorek i odpustowy pierścionek, i jeszcze wiatraczek dla najmłodszych. Trzeba posmakować cukrowej waty i kogucika na patyku, pogadać z przypadkowo spotkanym znajomym, odszukać w tłumie tych, z którymi pojedzie się do domu. A najważniejsze, żeby odjechać stąd z nadzieją, iż dobry Pan Bóg nam pobłogosławi oraz da siłę i zdrowie, aby dotrzeć tu znowu za rok.
Dariusz Grożyński